niedziela, 20 kwietnia 2014

#last one from homeland

Także tego dziewuszki ( i inni o ile takowi to czytają ;p )

Ostatnia notka z polskiej ziemi!  Jestem spakowana - i pomimo namów "nie bierz za dużo", jestem spakowana prawie do ostatniego kilograma! Mam tylko nadzieję,że moja wagą prawdę rzecze i nie będę musiała jutro o 4 rano na lotnisku coś wypakowywać z walizek ;D hahahaa

Stresik? W sumie nawet nie! Może bardziej ekscytacja i narastająca tęsknota. Wszystko,co do tej pory mnie wkurzało, irytowało i co miałam ochotę zabić, nagle staje się cudowne i piękne. Ahh my ludzie czasem mamy bardzo zwariowany umysł.

Dzisiaj cały dzień ktoś przychodzi i się ze mną żegna haha ;D to przeurocze, gdyby nie to,że ja nienawidzę pożegnać i ukratkiem chowam łzy.  A co to będzie jutro na lotnisku? o matko i córko!!

Wiem jednak,że to krok ku lepszej przyszłości i wspaniałej przygodzie! Życzę każdemu z Was, by mógł przejść tą długą drogę, mając wsparcie wszystkich cudownych osób z Operkowej Rodzinki <3 i w końcu spełnić swoje marzenia! Nie ma nic piękniejszego jak dążenie do tego <3

Tym ckliwym jak zwykle akcentem, chcę was pozdrowić ostatni raz z Polski. Dziękuję każdej z was osobna za komentarze i za wspólne oczekiwanie na ten upragniony dzień!! Czekam na was wszystkie tam!  A te które są już za oceanem, mam nadzieję,że przyjmiecie mnie z otwartymi ramionami! ;*

następna notka już zza oceanu <3

see u!

wtorek, 15 kwietnia 2014

#pre #departure #orientation #project #finish

Nareszcie go skończyłam! Z powodu moich wątpliwych umiejętności,ale za to wysokich ambicji, tworzenie owego projektu zajęło mi niesamowicie dużo czasu ;D
ale powiem szczerze,że była to dobra zabawa ( pomijając to,że nienawidzę jak mi się kleją palce!!)!

DUŻY PS - Kochana Nadia jest już w NYC <3 Trzymam za Ciebie kciuki niesamowicie, mam nadzieję,że już super się bawisz!! Nie mogę doczekać się jakiejś wiadomości zza oceanu i aż się spotkamy! <3

No to zaczynamy : 




  





















 Teraz zostało to jeszcze zbindować czy coś i 'włala' ;D

miłego dnia miśki,
see u <3

piątek, 11 kwietnia 2014

#gifts

 Tak! Ten post będzie poświęcony prezentom dla mojej Host Family. Wiem,że powinny to być drobiazki, ale jak pomyślałam,że będę z tymi ludźmi przez min rok, że będę jadła z ich lodówki, kąpała się w ich wannie i spała w ich łóżku,to nie mogłam wydać kilka złotych na jakiś breloczek 'I lof poland' ;D Tak więc: 

1. Dla mojej Księżniczki ( różowa bransoletka z delikatną kokardką i zestaw do tworzenia biżuterii - niebiski ) : 




2. Dla moich Chłopaków - klocki Cobi ( rycerze, bo te wszystkie wojenne wydawały mi się zbyt agresywne ) : 







3. Dla Starszej K. ( bransoletka na czarnym sznurku z gwiazdką wysadzaną cyrkoniami ) 




4. Dla Host Mum ( srebrne kolczyki z bursztynem ) :




 5. Dla Host Dad ( trylogię z angielskimi napisami ) :


6. Dla dziadków ( likier czekoladowy <3 ) 



I tak ogólnie dla dzieciaczków, trochę jakichś książeczek, wodne kolorowanki i naklejki : 




9 dni!! 





see u <3

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

#birthday party #what's new

Witam was już jako 20-to latka. To straszne tak się starzeć, nie? Jeszcze niedawno szłam po podstawówki, a już teraz mija rok od kiedy skończyłam liceum i pisałam maturę. Ostatnie 'naste' odeszły w zapomnienie. Ale spokojnie!! To tylko liczba, który absolutnie nie określa naszego nastawienie do życia, świata i całego siebie. Ja nadal w głębi duszy czuję się jak duże dziecko i jestem pewna,że ten stan utrzyma się jeszcze baaardzo baaardzo długo. Ten kolejny rok był naprawdę przełomowy i wyjątkowy dla mnie. Liczby liczbami, ale tak naprawdę,to to co zmienia się w naszej głowie, w naszym światopoglądzie, jest prawdziwym wyznacznikiem upływającego czasu i dorastania. Tak - pomimo,że mam już 20 lat, dalej czuję,że dopiero dorastam. Może dla niektórych to śmieszne i słabe, ale nie będę się wywyższać, jaka to nie jestem dorosła, i "czego to ja w życiu już nie przeżyłam"... Nawet cieszę się,że mam w sobie jeszcze trochę z tej beztroski, marzycielstwa i kolorowania szarej rzeczywistości. Tego właśnie najbardziej zazdroszczę tym, którzy nie napotkali jeszcze metaforycznej ściany.

Co do mojego roku, to było to 365 dni poświęconych odnajdywaniu siebie na nowo, bo naprawdę miałam momenty,że czułam się jak na diabelskim młynie, który wydawał się nigdy nie zatrzymać. Było to 8760 h, które spędziłam w rozmyślaniu, planowaniu, zmienianiu rzeczy na lepsze, dążeniu do wymarzonych celi. Było to 525 600 minut, w których wsparcie dawali mi najbliżsi, przyjaciele, a nawet zwykli ludzie, którzy szczerze uśmiechali się do mnie na ulicy, nie oczekując nic w zamian. I finally było to 31 536 000 sekund, w których wyobrażałam sobie siebie stawiającą nogę na Ziemi Obiecanej... Wiecie co? Udało się. To nie był zmarnowany rok. Pomimo,że wiele razy byłam na skraju załamania ( i nie, wcale nie chcę udawać bohaterki skrzywdzonej przez los, ale naprawdę bywało ciężko ), pomimo wielu potknięć, utraty poczucia własnej wartości i przede wszystkim utraty cechy, za którą byłam uwielbiana, czyli pozytywnego myślenia - podniosłam się. Zupełnie sama, chociaż wszyscy dookoła stali i byli przygotowani, by w razie czego mnie asekurować. Znowu wszystko jest kolorowe, znowu mam ochotę skakać z radości i płakać ze szczęścia w tym samym momencie, dla mnie daty są bardzo ważne, a data moich 20 urodzin, będzie na pewno zapamiętana przeze mnie do końca życia, albo póki 21 urodziny w NYC tego nie przebiją! lol

Kończąc mój smętny, filozoficzny wywód, którego pewnie i tak nie chcieliście czytać, ale mnie kochacie, więc czytacie hahaha, może powiem teraz trochę o tym jak spędziłam moje urodziny.

Mianowicie nie wiem czy wiecie, ale ja nie lubię tortów, no po prostu nie znoszę! są mdłe i takie jakieś niedorobione :D no chyba,że upiekę go sobie sama, z własną masą i własnymi dodatkami ( albo zrobi to moja mamusia <3 ). Ale jako,że hajsu szkoda wydawać na torta, który zje się w pół godziny, moja mamusia upiekła najpyszniejszą szarlotkę pod słońcem, której btw będzie mi meeeeega brakowało ;( ale mam przepis, więc będę was częstować w USA! lol
Także przedpołudnie było poświęcone rodzince, sąsiadom etc wszystko spokojnie, bo wieczór  miał być dużo bardziej ekscytujący.

Na 19 przyjechali moi najukochańsi przyjaciele <3 Jako wspaniała gospodyni ugościłam ich żarłem, szarlotką z lodami, bitą śmietaną i truskawkami, oraz wódką oczywiście! haha
Nie myślcie,że zostaliśmy w domu! Jeszcze tacy starzy nie jesteśmy!

Pojechaliśmy do mojego ulubionego klubu, który w sumie już chyba nie jest moim ulubionym, bo strasznie mało ludzi się tam zrobiło, więc to chyba my byliśmy najostrzej bawiącymi się ludźmi. haha
wypiliśmy kilka piw, pokrzyczeliśmy sobie,bo tak głośno grała muzyka, potańczyliśmy, pograliśmy w piłkarzyki ( taka tradycja :P ) - po prostu zwykła zabawa paczki przyjaciół w klubie.

CO NAJWAŻNIEJSZE - chciałabym z tego miejsca podziękować wszystkim, którzy tam ze mną byli i każdemu z osobna. To było najzajebistsze spotkanie ever!
- Dziękuję Dudzikowi, mojemu prawdziwemu przyjacielowi, z którym zawsze mam milion tematów, na które mogę rozmawiać; który jest uosobieniem idealnego faceta; który jest tak inteligentny,że aż głowa mi paruje; który jest tak ambitny,że omało nie dościga w tym mnie; dzięki któremu czuje się megą wartościowa <3
- Dziękuję Adzie, mojej BFF <3 dosłownie za wszystko! za to,że była, jest i będzie, zawsze!
-Dziękuję Andzi, Gosi i Paci za to,że pomimo,że spotykamy się rzadko, to nasza przyjaźń przetrwała ciężkie próby; wasze ciepłe słowa podniosły mnie na duchu, tak że już teraz nie zastanawiam się,co zostawiam za sobą, ale co do swojego życia wniosę dzięki temu wyjazdowi

Zmieniając temat ( bo w końcu to blog hamerykański, a nie "przemyślenia egzystencjalno-bzdurowe Dominiki" ) wczoraj miałam skajpaja z moją uroczą rodzinką! btw to był nasz dopiero 3 skajp, a pierwszy od czasu ogłoszenia perfect matchu ahahah
Niestety tak się zawsze składa,że dzieciaki mają jakieś zajęcia, i mogą gadać dopiero kiedy ja smacznie sobie śpię w nocy.
Wczorajsza rozmowa była koło 22:30, po 8 h pracy, po 6 h snu i na niezłym kacu,także do mojej głowy informacje docierały z niewielkim opóźnieniem, ale dodając dzieciaków przekrzykujących się, to czasem musiałam trzy razy prosić o powtórzenie hahaha bo nic nie słyszałam, albo po prostu mój mózg nie przetwarzał informacji :D czasem tak mam,że ktoś coś do mnie mówi,a ja po prostu jakbym nie rozumiała hahaha
No ale dowiedziałam się ponownie,że mam nie brać za dużo rzeczy,bo przyjadę z jedną a i tak wrócę ( taaa, wrócę? lol ) z pięcioma, że moja księżniczka B. nie może się doczekać,abyśmy razem jeździły konno, i schowała mi pod poduszkę balonową gumę, która podobno jest przepyszna :P bliźniaki sami nie wiedzieli,co chcą powiedzieć, ale i tak byli słodcy.
A no i poznałam K. ( średnią córkę ), jest tak śliczna,że aż nie mogę ;D
Moja rodzinka miała jakieś weekendowe party, więc poznałam jakichś wujków, braci etc :D zabawnie tam, głośno, więc ciszę się i nie mogę doczekać!

Pare zdjęć na koniec :

Mój pokój:





Dollarsy ( moje pierwsze <3 )



Rozmazane ryjki ^^

Mój najlepszy urodzinowy prezent - siostry
 I prezent od mojej Adusi ( ona ma drugą połówkę z napisem 'best' )



PS. nie załączam zdjęcia wibratora ( tak, takowy też dostałam od chłopaka mojej przyjaciółki xd cobym nie czuła się samotna jak przylecę do Stanów, hahahahaha ) 


zanudziłam na śmierć, więc teraz idę zająć się swoimi sprawami,
miłego dnia Miśki <3

see u.