czwartek, 22 maja 2014

#R u fuckin kiddn me?! #ONE #MONTH

Wydaje się,że dopiero wczoraj siedziałam w samolocie do Nowego Jorku, a tutaj już minął MIESIĄC! To niesamowite. Nawet dzisiaj gadam z Hostem i mu o tym mówię,a on - 'what the fuck! where are theese days!" . Więc nie tylko mnie tak czas zapierdziela, tutaj po prostu żyje się na pełnych obrotach.

Jeżeli ktoś kiedykolwiek powie wam,że życie Operki to prosta sprawa - możecie go śmiało wysmiać. A no są wypady na plaże, są zakupy, lunche i organiczne jedzonko. Ano są dni,że chcecie skakać z podniecenia i radości, zwłaszcza jeżeli rodzinka jest super, ale...
No jest bardzo dużo tych "ale".
Przede wszystkim - JEDZENIE. Może dla wielu będzie to głupie,że to punkt numero uno, ale tutaj wszystko jest z tych cholernych torebek, worków, czy mrożonek. Wszystko jest mdłe, bez smaku, przetworzone, niby organiczne, ale po pewnym czasie zauważycie różnice między organiczny, a naturalnie smaczny. Wczoraj miałam fasolkę bo bretońsku Z PUSZKI what da fuck! i kurczaka z rożna ( którego w PL uwielbiałam ) a tu smakuje jak gluty... Niby nic - to tylko jedzienie,ale jeżeli przez 20 lat mieliście swoje przysmaczki,to tutaj na serio można popaść w depresję z powodu jedzenia. Z drugiej strony może w końcu skłoni mnie to do diety hahaha
Po drugie - TĘSKNOTA. Nie chodzi tu może o codziennie płakanie w poduszkę, ale czasem po prostu są takie chwile,że macie ochotę usiąść i ryczeć, bo cała sytuacja was przerasta. Czujecie się dziwnie, uczucie nawet nie do opisania. Brakuje zwykłej rozmowy w ojczystym języku z rodzicami, czy wypadu na kawę, piwko ze znajomymi. Nawet jeżeli nie zwykliście robić tego często w domu, to poczucie,że tutaj nawet nie macie możliwości wstać i podjechać jednym autobusem do przyjaciela na prawdę dołuje.
Po trzecie - POCZUCIE BRAKU WŁASNEGO MIEJSCA. Wiecie jak to jest jak idziecie w gości. Niby jesteście mile widziani etc, ale wstydzicie się czasem nawet zapytać gdzie jest toaleta. Tutaj ciągle musicie się pytać, poznawać każdy zakamarek domu, jego zasady, przywileje, zwyczaje domowników, które spodenki uwielbia Twój Host Kid nosić na gimnastyce albo co na lunch lubi jeść Twoje gluten free dziecko ;D To są małe, bardzo małe elementy tworzące całość. Każda pomyłka, każda rzecz, o której zapomnicie rośnie w waszej głowie do wagi super ważnej sprawy, bo nie jesteście jeszcze u siebie... Ciężko to opisać, ciężko się z tym żyje na początku, ale raczej jest to nie do uniknięcia. Jedyny pozytyw? - z każdym dniem jest łatwiej ;p
Po czwarte - AMERYKANIE! Myślimy sobie - wyluzowani, tolerancyjni, uśmiechnięci. Z nastawieniem,że są to LEPSI ludzie napotykamy tutaj ścianę. Oni faktycznie są bardziej uśmiechnięci, ale nie różnią się tak bardzo od ludzi u nas w kraju. Tutaj nie ma gorsze czy lepsze - jest INNE. Inne to chyba najlepsze słowo na określenie tego,co napotykamy każdego dnia. Ciężko tutaj porównywać, bo na kogo by się nie trafiło każdy jest inny. Także nie zdziwcie się jak spokojnie jadąc swoim pasem, nagle musicie hamować,bo pani z miną "spierdalaj, ajm fabjules" musi otworzyć drzwi swojego samochodu na ościerz; nie zdziwcie się,że oni mówią "it's so funny'' nawet nie ruszając kącikiem ust, nie zdziwcie się,że w sklepach ludzie wyglądają na zmęczonych życiem ... Oczywiście wyjątki potwierdzają regułe i na poczcie pan przybija wam high five kiedy dowie się,że jesteście polakami i powie do was "cholera jasna" ;D

Pewnie jest jeszcze po piąte, po szóste, po siódme etc... Ale nie chcę was dołować hahaha
Po prostu przygotujcie się na zajebistą mieszankę wybuchować uczuć i emocji.


PS. Wiecie,że jestem 300$ w plecy? Musiałam zapłacić za skrzynkę na listy, w którą uderzyłam. Long story. Ale w skrócie byłam rozkojarzona i spóźniona, chciałam wykonać dobry uczynek i podwieźć niemki na  cluster meeting, pod jej domem stał jakiś idiota na środku ulicy, machał do mnie, z podjazdu niemki wyjeżdżał samochód chciałam ustąpić i w moim ślepym punkcie była skrzynka - bum i leży se na ziemi. Dodam tylko,że Ci ludzie powiedzieli,że byłam pijana,że specjalnie to zrobiłam i jak wariat jechałam po tej ulicy, także niezła afera w wykonaniu wariata z maską na twarzy jak Chiński turysta ;D

Tyle w skrócie, bo w sumie jestem w pracy hahaha

Cały ten weekend spędzam na Manhattanie <3 obserwujcie Instagrama,może coś tam się pojawi <3

see u <3

7 komentarzy:

  1. tylko podaj tego instagrama XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam sie, jedzenie maja okropne i nie ludz sie, do zadnej diety cie to nie skloni hahaha :D
    Tesknota... ja nie tesknie xd haha JESZCZE nie, wiem, ale poki co czuje sie tu dobrze i chyba tylko raz mialam moment kiedy pomyslalam "brakuje mi domu", serio. Chyba jestem dziwna <3
    Z amerykanami tez sie zgadzam, oni sa po prostu INNI. I to, co na poczatku mi sie podobalo, a mianowicie to ich zyczliwe "hi how are you" zaczyna mnie wkurwiac zwlaszcza kiedy jest mowione jakby za kare.... ughh to mialo byc mile, a nie NAKAZANE!!

    Nie pij, nie wariuj i nie kieruj pod wpływem, to bedzie wszystko dobrze :D haha good job! :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam jak opowiadałaś o spotkaniu w ambasadzie a teraz już miesiąc minął odkąd tam jesteś, wow. Trzymaj się kochana! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Minął kolejny miesiąc, jak tam ? :) Czekam na notkę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Stara! heloł! a Ty co tak zamilkłaś? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. haha uderzyłaś w skrzynkę na listy? najzabawniejszy moment notki :) co prawda ap w Stanach jeszcze nie jestem, ale mam na koncie już aupairowanie w Hiszpanii i Islandii i jestem w stanie poodczuwać trochę ból; druga strona zawsze jakaś musi być! :)

    OdpowiedzUsuń